|
|
|
Kira MD: * Wyodrębnij samodzielnie swoje DNA * czytaj...
|
|
felietony: * Premium SMS - ile faktycznie zapłacisz? * czytaj...
|
|
|
|
Kiedyś rolę osła do bicia spełniały gry komputerowe. Wcześniej - telewizja. Teraz za osła robi Internet: cokolwiek by się w RL złego nie działo, przypisuje się to w jakiejś części wpływowi Internetu na ludzi. Co ciekawe, bez najmniejszej refleksji, że ci sami ludzie to samo robiliby i bez Sieci, na własną rękę, kontaktując się ze sobą w jakikolwiek inny sposób. Ale to nieważne. Jest na co zwalić. Sumienia czyste. Śnieżnobiałe. Nieużywane.
Aktualnie na tapecie mamy dwie kwestie: samobójstwa i... ciąże.
Z samobójstwami zaczęło się już parę lat temu przy okazji Samurajów Sieci: Japończycy, od dawna będący w czołówce jeśli chodzi o ilość samobójstw, wymyślili sobie, że Internet jest świetnym medium do poznawania się w celu wspólnego pożegnania się z tym światem. W samym 2005r. tym sposobem poznało się i zabiło kilkadziesiąt osób, dalsze statystyki nie są oficjalnie podawane.
Podobny problem ma Korea Południowa, z tym, że Internet robi tu nie za medium ale za powód samobójstw. Ten powód dorobił się już nawet swojej nazwy: cyberbullying - przemoc, szykanowanie i tyranizowanie w internecie, najczęściej przejawiające się pod postacią publikowania szyderstw i kłamstw pod adresem różnych osób.
Lato = upały = wyjazdy, zwłaszcza nad dowolną wodę. Najczęściej robimy sobie wtedy tydzień-dwa wolnego, niezależnie od tego czy jesteśmy pracownikiem czy przedsiębiorcą. I wydajemy swoje prywatne pieniądze - bo w końcu odpoczywać też czasami trzeba.
Nie wszyscy się jednak orientują, że w niektórych branżach można swój wypoczynek wliczyć w koszta uzyskania przychodu (w przypadku przedsiębiorcy) lub uzyskać za niego dietę (w przypadku pracownika).
Zacznijmy może od tego, że sam termin "podróż służbowa" wbrew pozorom nie odnosi się wyłącznie do pracownika. Na gruncie prawa podatkowego ma znaczenie znacznie szersze - i to znaczenie właśnie nas tutaj interesuje.
Im bardziej rozwija się nauka, im bardziej interesuje się kwestiami związanymi z płodnością - tym lepszych dostarcza danych na jej temat. Coraz bardziej rośnie więc popularność naturalnych metod rozpoznawania płodności, stosowanych na całym świecie przez osoby zarówno planujące zajście w ciążę, jak i chcące odłożyć ją na jakiś czas.
Metody naturalne opierają się obecnie na najnowszej wiedzy o przebiegu cyklu kobiety, zmian w jej ciele pod wpływem hormonów, determinujących płodną lub niepłodną fazę cyklu. NMRP pozwalają z trafnością na poziomie 93-98% ocenić aktualną płodność lub jej brak. Tak rzetelny obraz sugeruje, że niezależnie od tego, czy zamierzamy używać metod naturalnych - czy to w celu uniknięcia ciąży, czy wprost przeciwnie, aby mieć dziecko - warto je poznać; a wraz z nimi swój naturalny cykl.
Oczywiście, ponieważ od czasu notowania temperatury na kartkach w zeszycie trochę czasu minęło, warto do celów poznawczych zaprząc nowoczesne technologie.
Najłatwiej rzecz jasna jest prowadzić notatki w czymś, co mamy zawsze pod ręką. Obstawiam w tym momencie telefon komórkowy: zazwyczaj rano robi za budzik, więc i tak po niego sięgamy. Jest też jednym z niewielu przedmiotów, których niemal na pewno nie zapomnimy zabrać ze sobą nawet jadąc na urlop gdzieś w odludne okolice. Nadaje się więc do notowania idealnie.
Nikt mi za to ani nie zapłacił, ani w żaden sposób nie namówił, nie otrzymałam żadnych bonusów - nic z tych rzeczy. Tekst ten został napisany po tym, jak wstałam dzisiaj rankiem świtkiem koło południa - i po raz kolejny zachwyciłam się poziomem współpracy z firmą IBC.PL POLSKA.
Co mnie zachwyciło?
W tym tygodniu zarejestrowałam u nich kolejną domenę, bodajże już siódmą. Skorzystałam przy tym z promocji, której regulamin mówił, iż domeny promocyjne rejestrowane będą 1 lipca 2007r. Dzisiaj jest 1 lipca - tak się składa, że jest również niedziela. I co? Ano wstałam i odebrałam maila z informacją, że domena została właśnie zarejestrowana.
W zasadzie powinno to być normą, ale kilka razy korzystałam już z promocji - *nigdy* nie zdarzyło mi się, żeby w weekend ktoś palcem ruszył, o kontakcie z rejestratorem nie wspomnę. Toteż odbierając dzisiaj rano maila z IBC zostałam po raz kolejny przez tą firmę bardzo mile zaskoczona.
Od jakiegoś już czasu prokuratury i skarbówki na całym świecie - tym realnym - zachodzą w głowę co zrobić ze światami wirtualnymi. Eksterytorialnymi. Nie istniejącymi na prawdę - ale działającymi i wchodzącymi w interakcje z rzeczywistością tego prawdziwego Świata.
I coraz częściej nie mają pomysłu co z nimi zrobić.
Problem polega na tym, że prawa obowiązujące tutaj odnoszą się do realnych osób i realnych przedmiotów. W grze - nie wiadomo: czy awatara traktować jak człowieka, którego reprezentuje, jak przedmiot, czy w ogóle nie traktować - bo przecież realnie go nie ma? I dokładnie to samo jest z przedmiotami używanymi przez awatary.
Najwięcej tego typu problemów gromadzi się wokół gier Second Life i World of Warcraft. Nic zresztą dziwnego, bo niewiele innych gier może się z nimi równać popularnością i swoistym kultem wyznawanym przez graczy. Wszystkie poniższe przykłady mogą jednak spokojnie wystąpić w dowolnej grze operującej wirtualnym światem.
Już od ładnych kilku lat panuje prawdziwa mania pt. "masz Internet - będziesz milionerem". Oczywiście, 90% ludzi, którzy się na ten slogan łapią, więcej wyda i się nadenerwuje, niż w efekcie zarobi. Zdarzają się jednak i tacy, którzy rzeczywiście w Internecie zarabiają. I to zarabiają porządnie; na tyle, że przestają szybko potrzebować jakiegokolwiek innego, pozasieciowego zajęcia.
Pytanie nurtujące wszystkich brzmi: JAK?
Zasadniczo osoby, którym udało się zrobić z Internetu źródło zarobku, czy to regularnego czy na zasadzie "złotego strzału", dzielą się na trzy kategorie.
Pierwsza, to ci, którzy od początku ukierunkowani byli na zarobek, wymyślili w jaki sposób to zrealizować - i zrealizowali.
Drudzy niekoniecznie zamierzali w Internecie zarabiać, ale poprzez różnego rodzaju zbiegi okoliczności, sytuacje, znajomości - zarabiać zaczęli.
Trzecia grupa to po prostu farciarze: nie zamierzali zarabiać, nie mieli bladego pojęcia jak to zrobić, ale w odpowiednim miejscu i czasie trafili fuksa.
...ile kosztujesz - aż się popsujesz ;-)
Właśnie pożarłam się z Jednym Takim o ubezpieczenia medyczne. I na tej bazie pomyślałam, że może warto parę słów na ten temat napisać. Bo jakby nie patrzeć - cyfrowa dziewczynka jestem, toteż ubezpieczenie też mam wykopane i zamówione przez Internet ;-)
Na ubezpieczenia VISION trafiłam w sumie przypadkiem już dość dawno temu. Zainteresowało mnie w sumie z powodu... reklamy ;-) w ofercie. Piszą mianowicie tak:
ubezpieczenie zdrowotne VISION, jest koniecznością wobec niedoskonałości powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych
No i ciężko było mi się z nimi nie zgodzić - zwłaszcza na początku zeszłego roku, kiedy podlegałam jeszcze tylko pod NFZ, a akurat zdarzyło mi się zajść w ciążę. Zderzyłam się wtedy z rzeczywistością polskiego systemu ubezpieczeń: umówienie się na kolejną 'pozastandardową' wizytę graniczyło z cudem, w związku z czym tak czy siak latałam prywatnie.
< 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 >
|
|
|
|